„Być obcym to być wolnym. Mieć za sobą wielką przestrzeń, step, pustynię. Mieć za sobą kształt księżyca, który jest niczym kołyska, ogłuszającą muzykę cykad, powietrze pachnące skórką melona, szelest skarabeusza, który pod wieczór, kiedy niebo robi się całkiem czerwone, wychodzi w piasek na łowy. Mieć swoją historię, nie dla każdego, własną opowieść napisaną śladami, jakie zostawia się po sobie.

Wszędzie czuć się gościem, domy zasiedlać tylko na jakiś czas, nie przejmować się sadem, raczej cieszyć się winem, niż przywiązywać do winnicy. Nie rozumieć języka, przez co widzieć lepiej gesty i miny, wyraz ludzkich oczu, emocje, które pojawiają się na twarzach niby cienie chmur. Uczyć się cudzej mowy od początku, w każdym miejscu po trochę, porównywać słowa i znajdować porządki podobieństw.

Trzeba tego stanu uważnie pilnować, bo daje ogromną moc.”

Olga Tokarczuk, Księgi Jakubowe

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Staż i lato, lato

Po kilku miesiącach przerywanej pracy zakończyłam staż z chirurgii. Po raz drugi (pierwszy był na psychiatrii) przykro mi było odchodzić. Bo ja luię konkretną robotę. Lubię wyjść z poradni chirurgicznej w poplamionym krwią fartuchu i z poczuciem dobrze spełnionego zadania. Wiedzieć, za co dostaję ten przelew na konto na początku miesiąca. Fajnie móc zobaczyć wymierny efekt swojej roboty. Facet z dziurą po siekierze w nodze – szew może nie idealny jeszcze, ale dziury nie ma. Gość z kaszakiem na plecach – a po chwili już po bólu. Kobitka ze złamaną ręką – i ta sama kobitka z pięknym gipsikiem.

Oczywiście to pewnie jakaś połowa z pacjentów przychodzących do poradni, druga połowa przychodzi po zwolnienie, skierowanie, inne papiery, albo sama nie wie, po co przychodzi. Z urwanym kleszczem na przykład.

Operacje też lubię, ale raczej te trwające do godziny. Lubię wyciągać żylaki, ale zszywać jelit już nie. Szybko bolą mnie nogi, plecy, kolana… Niestety, to nie robota dla mnie.

Dziś jakoś tak dziwnie wszyscy mnie chwalili. Agnieszka, rezydentka tak dziś piała z zachwytu nad tym, jak opracowałam ranę po pile łańcuchowej, że aż pacjent zrobił się podejrzliwy. A doktor S., która straszną suką jest na co dzień, powiedziała, że szkoda, że odchodzę (!!!). Pożyczyła mi też książkę („Analfabetka która potrafiła liczyć”), chyba po to, żebym nigdy się nie zaczęła uczyć do LEKu. Dr S. przekonała się do mnie dopiero parę dni temu, gdy wróciłam z urlopu, a dr R. powiedział przy wszystkich, że słyszał od dr St. z pediatrii, że ja taka podróżniczka jestem. Dr S. też jest podróżniczka (a w dodatku jest leworęczna – to w kontekście chirurgii, tak na marginesie), więc spojrzała na mnie trochę inaczej niż zwykle.

Zwykle, ludzie, z którymi nie wchodzę w głębsze kontakty, choć widuję ich nawet codziennie, widzą we mnie nieśmiałą, spokojną dziewczynę, raczej nudną, dobrze wychowaną. A kiedy przypadkowo dowiadują się, że jeździłam przez dwa lata stopem po Ameryce Południowej, to nagle wali im się ten idealny, jak z książki wycięty obraz mnie i nie wiedzą co o mnie teraz myśleć.

W sumie mi to wszystko jedno. Aspołeczna jestem i mało mnie to interesuje. Chociaż nie ukrywam, że kiedy dr S. powiedziała, co powiedziała, to się wewnętrznie zarumieniłam i zewnętrznie uśmiechnęłam i naprawdę smutno mi się zrobiło, że już odchodzę, i że nie zostanę chirurgiem i w ogóle to miałam ochotę ich wszystkich przytulić.

Każdy chyba ma taką ogromną wewnętrzną potrzebę bycia docenionym i pochwalonym przez kogoś starszego wiekiem i rangą. Niektórzy mają tę potrzebę większą.

Tak więc od poniedziałku zaczynam neonatologię i aż się coś we mnie skręca na myśl o tym. Potem będą ginexy, a to powoduje jeszcze gorsze odczucia. Kiedyś powinnam podejść powtórnie do egzaminu na prawo jazdy, a ta myśl wywołuje naprawdę potężne cierpienie.

Ale póki co jest weekend, ja mam książkę i to może uśmierzy na chwilę ból istnienia.

*

Acha, miało być o lecie i wakacjach.

Razem z Ninką, przez ponad 3 tygodnie, w ponad 40-o stopniowym upale jeździłyśmy po Bałkanach. Zaliczyłyśmy Węgry, Serbię, Kosowo, Macedonię, Albanię, Czarnogórę, Chorwację, Bośnię i Hercegowinę. Tak, bardzo się śpieszyłyśmy.

Wyjazd uznaję za udany, a sam fakt, że byłam z Niną, a nie sama korzystnie chyba wpłynął na moje zdrowie psychiczne i był świetnym pomysłem.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Ooooj, jak dawno nie pisałam.

Jakoś zbyt wiele się ostatnio nie wydarzyło, ale coś tam jednak.

Np. naćpałam kota. Sama wypisałam mu receptę na relanium i przeprowadziłam dziś na nim próbę. Małą różową tabletkę wsadziłam w tuńczyka w sosie własnym („achhh tuńczyka w sosie własnym!!!” – pomyślał kotek i bezmyślnie połknął), a potem obserwowałam, jak kotku nóżki się plączą, jak chodzi „kosząco”, jak próbuje wskoczyć na stół, ale nie może wymierzyć odległości… Jeśli ktoś nie wie, co oznacza słowo „niezborność”, to powinien popatrzeć na kotkę Pusię.

Zaraz, ale czemu ja jestem taką sadystką? Otóż dlatego, że minął okres, na który umówiłam się podjąć opiekę nad koteczką (to już prawie 3 miesiące!) i czas już ją oddać :(

Smutno mi się zrobiło i łezka zakręciła w oku, kocia za to leży powalona narkotykiem i tylko trochę pomrukuje przez sen… W tej chwili wygląda jak czarny aniołek, taka spokojna… Któż by pomyślał, że potrafi być taką cholerą? No bo przecież gdyby była miłym kotkiem, którego można przynajmniej dotknąć  (ale bez zębów i pazurów), to kto by jej dawał relanium?

Wyższa konieczność.

Nieee… no wcale nie jestem sadystką.

Dziś w ramach stażu z chirurgii zszywałam nogę pani pogryzionej przez psa. Trochę ją za słabo znieczuliłam, widziałam to, pomimo że pani starała się być bardzo miła i zaciskała zęby…

Ach ten staż.

Na anestezji trochę pointubowałam. Wychodziło mi mniej więcej w stosunku 1:1 – raz tchawica, raz przełyk. Ze dwa razy zrobiłam znieczulenie podpajęczynówkowe. Raz pacjentka trochę cierpiała…. Sama bym chyba nie miała do siebie tyle cierpliwości…

Staż na SORze w Radomiu zostawię bez komentarza.

Dziś rano słuchałam w radio audycji o maturach. Stanął mi przed oczami obraz mnie samej, razem z moją klasą, wesołych, pewnych siebie licealistów elitarnego warszawskiego liceum. Przemądrzałych, lecących w świat na skrzydłach młodości, by go podbić. Jak szybko mi życie te skrzydła podcięło… Nigdy później już nie miałam tyle zapału, nigdy nie czułam się już taka pełna nadziei. Wymarzone studia okazały się być czymś innym, niż oczekiwałam, niż wszyscy chyba oczekiwaliśmy… Nasze drogi rozeszły się, a nawet jeśli potem znów się spotkały, to byliśmy już przecież zupełnie innymi osobami. Fakt, że kiedyś byliśmy fajną, zgraną klasą w dobrym liceum, która bardzo dobrze zdała maturę i w większości dostała się na bardzo dobre studia już nic dla nas nie znaczył. Może to te studia to sprawiły? Tęsknię za tamtymi dniami, kiedy można było się razem śmiać i płakać, kiedy cały wolny czas spędzaliśmy razem i był to bardzo cenny, ubogacający nas czas. A potem przyszły studia… I zgasła wszelka nadzieja.

*

Co jeszcze?

Kupiłam bilety nie powiem gdzie, bo nie wiem, czy zdążę na samolot. To ma być taki nieformalny urlop. Szef jeszcze o niczym nie wie.

Pojutrze egzamin teoretyczny na prawo jazdy. Kuję na pamięć wymiary tablic rejestracyjnych i minimalną długość drążka do zmiany biegów. Yeah.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

pierwszy powiew wiatru

Przyszła wiosna i zapaliła ten mały płomyk, którego już od dawna nie było. Dała nadzieję i przywołała wspomnienia, namieszała mi w głowie, tak jak wtedy, prawie 3 lata temu, kiedy mój świat zawirował.

Próbuję uwolnić się od stereotypów, od stereotypowego życia, co do którego zawsze byłam pewna, że jest moim przeznaczeniem, próbuję wymazać z mojego superego, nad którym tak pracowało wiele osób, „jedyny właściwy plan na życie”. Od dawna już próbuję i od dawna wracają do mnie echem wyrzuty sumienia. Próbuję je zagłuszyć. Czy można żyć bez superego? Czy powinno się? Czy mógłby mi ktoś wreszcie wytłumaczyć, co jest dobre, a co złe?

Błądzę, bo to ludzkie błądzić i nikt mnie przed tym nie ochroni, a nawet nie powinien.
Tak bardzo lubię to moje egoistyczne, niezależne życie, kiedy czekam na to, co mi los przyniesie i zaślepiona szczęściem wierzę, że nadal je będę miała. Wydaję się sama sobie nieśmiertelna. Odurzam się słońcem, światem, ludźmi dookoła.

Po to jest właśnie jesień i zima.
Ostatnio ktoś się mnie zapytał, co ekscytującego wydarzyło się w moim życiu w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Odpowiedziałam, że nic, oszczędzam baterie na przyszłość. Taka jestem, żyję zgodnie z porami roku. Uwielbiam wiosnę, bo wiosną nie pamiętam, że ona się kiedyś skończy.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

minął kolejny rok…

już mam 27. nie wiem, kiedy to się stało, ostatnio czas mi gdzieś umyka.

rok temu byłam na Wyspie Słońca na jeziorze Titicaca i piłam wino z Argentyńczykiem Gonzalo. Dwa lata temu w Antigua Guatemala piłam rum z Epą. W tym roku było spokojnie i rodzinnie, mama upiekła tort, były świeczki… Tak dobrze i zwyczajnie. Odgoniłam głupią myśl, że to może minąć. Ważne jest to, co jest. Ze wszystkimi otaczającymi okolicznościami.

Wieczorem usiadłam sama w moim mieszkaniu w Grójcu. Nalałam sobie kieliszek wina. Złożyłam sama sobie życzenia.

Przede wszystkim, żeby zmądrzeć. Żeby się uspokoić. I może, żeby w końcu poznać kogoś, kto były odpowiednim towarzyszem życia. A jak nie, to nie.

*

Staż mija. Jeszcze tylko 2 tygodnie na internie mi zostały. Nie wiele się zmieniło, nadal, żeby się czegoś nauczyć muszę walczyć z całej siły (na co bardzo szybko straciłam ochotę i przeszłam do „odbębniania”). Teraz jest nas czworo, do mnie i Marka dołączyli Marcin i Dorota. Uważam, że to jest super. Znów się mam z kim pośmiać, powygłupiać, podyskutować, mam się kogo poradzić i już nie czuję, że moje pytania są głupie. Naprawdę, gdyby nie oni, to chyba bym umarła. A tak jest nawet fajnie.

 

P.Bardzo ciężki temat. Bardzo.

Czytam „Szpital przemienienia” Lema. Bardzo ciekawa i dziwna książka. Szkoda, że mam na nią tak mało czasu.

Odkrywam basen grójecki.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj